Europejskie „świnki” ciągle głodne

Obiad rodzinny – 26 czerwca 2011 r.

Udział biorą:

Mama – czyli ja, Tata, Buba i Misiek.

Menu:

Danie pierwsze (jedyne) – karkówka duszona, fasolka szparagowa, młode ziemniaki z koperkiem.

Deser – truskawki (produkcja własna) z bitą śmietaną.

Jestem winna parę słów na temat braku wpisu odnoszącego się do obiadu z 19 czerwca 2011 r. Otóż powód był prozaiczny – obiadu nie było. Nie znaczy to oczywiście, że nic nie jedliśmy (przygotowaliśmy znakomite papryczki faszerowane) ale każdy zjadł w oddzielnym terminie bo nie udało nam się w tym samym czasie zebrać przy wspólnym stole. W sobotę przyjechała do nas kuzynka z koleżanką i obie  w niedzielę pojechały zaraz po śniadaniu do Warszawy (pozwiedzać stolicę) a potem miały w planach koncert Roxette. Ja zabrałam się z nimi bo miałam umówione spotkanie w sprawach związanych z planami zawodowymi i wróciłam dosyć późno. Tak więc nie było okazji aby porozmawiać „o starych Polakach”. Za to dzisiaj siadamy w komplecie.

Danie pierwsze

Mama: Początek lata to raj dla tych, którzy uwielbiają młode warzywa. Dzisiaj jako dodatek do mięsa proponuję fasolkę szparagową a wieczorem, jak będziecie chcieli, mogę ugotować kalafiora.

Tata: …kocham fasolkę szparagową, mogę ją jeść codziennie …

Buba: … ja też lubię ale bez przesady…

Urząd PracyMama: … no cóż, radzę wszystkim polubić warzywka, bo jak mama nie znajdzie pracy, to niedługo będziemy jedli chyba tylko to, co nasza ziemia urodzi… Po piątkowej wizycie w naszym Urzędzie Pracy zaczynam mieć wątpliwości, czy dostanę choćby zasiłek dla bezrobotnego…

Misiek: …ale o co chodzi, jakieś problemy?

Mama: … problem polega na tym, że jak wiecie kiedyś prowadziłam działalność gospodarczą i w związku z tym wymagają ode mnie złożenia dokumentów, o które muszę wystąpić do ZUS-u. Tak więc sprawa rejestracji przesunie się o jakieś dwa tygodnie … Przy okazji poczytałam sobie o obowiązkach bezrobotnego i wyobraźcie sobie, że każdy przychód na przykład uzyskany z umowy zlecenia, w wysokości połowy najniższej pensji krajowej, pozbawia mnie już statusu bezrobotnego. Dlatego jak podpiszę taką umowę – muszę to zgłosić do Urzędu Pracy a potem, po jej zakończeniu, znowu się zarejestrować…

Tata: … nic dziwnego, że ludzie wolą w takiej sytuacji pracować na czarno… Ktoś, kto to wymyślił z pewnością cierpi na kompletny brak wyobraźni…

Mama: … a ja myślę, że wręcz odwrotnie – obdarzony jest nieprzeciętną wyobraźnią. Przede wszystkim dlatego, że jest w stanie wyobrazić sobie, iż za kwotę brutto ok. 700 złotych, tj. połowę najniższej krajowej, można się w tym kraju utrzymać …

Buba: …szczególnie przy szalejących ostatnio cenach…

Mama: … prawdą jest, że „biednemu wiatr w oczy wieje”… Dopóki było dobrze, to na całej linii – jak zaczęły się problemy, to atakują Cię ze wszystkich stron: drożyzna, zwyżka kursu franka i nic od Ciebie nie zależy. Możesz tylko usiąść i płakać…

Misiek: …a właściwie co jest przyczyną tego kryzysu? Dlaczego złotówka tak się osłabiła?

PIIGS

PIIGS - Portugalia, Irlandia, Wlochy, Grecja, Hiszpania

Tata: … mówią, że to w związku z problemami niektórych krajów ze strefy euro, w tym głównie Grecji. Wszyscy teraz inwestują we franka szwajcarskiego, który jest tzw. bezpieczną walutą. A jak jest popyt na tę walutę to i jej cena wzrasta…

Mama: … nic mi nie mów o Grecji! Jak tak sobie poczytałam i posłuchałam, jaką politykę uprawiał rząd tego kraju to mnie zwyczajnie szlag trafił!!!

Misiek: … kurcze, Grekom to się naprawdę dobrze żyło – państwo dopłacało im praktycznie do wszystkiego, nawet tygodniowe wakacje mieli za darmo…

Buba: … a słyszeliście o tym przypadku, że w jednym ze szpitali było zatrudnionych kilkudziesięciu ogrodników?…

Mama: … nic dziwnego, że państwo stoi aktualnie na krawędzi bankructwa, bo jak uprawia taką socjalną politykę a obywatele robią wszystko aby nie płacić podatków, to skąd mają brać na te wszystkie dopłaty?

Tata: … ja to bym chciał usłyszeć informację od jakiegoś eksperta z zakresu ekonomii, która dałaby mi odpowiedź na pytanie: co by było gdyby Grecja posługiwała się swoją narodową walutą a nie euro, czy wtedy też ich sytuacja gospodarcza miałaby taki wpływ na inne kraje Unii Europejskiej? Bo mnie się wydaje, że nie!

Mama: … a mnie interesuje, jak to się stało, że unia wyraziła zgodę na przyjęcie przez Grecję euro? Z tego co nasz rząd mówi na temat przystąpienia Polski do strefy euro wynika, że podstawą jest utrzymanie deficytu budżetowego na określonym poziomie. A przecież Grecja z pewnością miała ten próg przekroczony. Z tego o czym się teraz się dowiadujemy   wynika niezbicie, że musiała mieć dużo wyższe wydatki niż przychody?

Tata: … to doprawdy ciekawe… Przy tym chcę Wam uświadomić, że Grecja przystąpiła do UE jako jedno z pierwszych Państw, bo już w 1981 roku. Są więc w UE już 30 lat…

Mama: … i nikt nie sprawował kontroli nad tym, co się u nich dzieje?

Tata: … podobno grecki rząd ukrywał wielkość  kryzysu gospodarczego…

Mama: …czyli po prostu dopuścili się oszustwa…

Tata: … nie da się ukryć, że tak to wygląda …

Buba: … a w nagrodę dostaną pomoc finansową – cała Unia złoży się na pokrycie ich długów…

Tata: … nie mają innego wyjścia, bo to co się dzieje w Grecji ma wpływ na wszystkie kraje strefy euro i nie tylko. Gdyby Grecja miała swoją własną walutę, to zadziałałyby zupełnie inne mechanizmy …

Pusta KasaMama: … nie wiem jak wy, ale ja czuję jakby ktoś nabił mnie w butelkę… Najbardziej irytuje mnie fakt, iż żyję w świecie, w którym ciągle są równi i równiejsi. W Polsce, od wielu lat zaciskamy pasa. Zabrano nam, zwykłym obywatelom,  już prawie wszystkie ulgi. Nawet jak jesteś bezrobotny, to musisz się nieźle nagimnastykować aby dostać głodowy zasiłek. Jak masz pracę – zarabiasz grosze a ceny mamy od dawna na poziomie europejskim. Rząd nawołuje do oszczędności a ciągle są grupy uprzywilejowane, na które wszyscy się składamy. Czy ktoś zrobi w reszcie porządek z tym KRUS–em do którego Państwo dopłaca rok w rok kilkanaście miliardów złotych?

Tata: … jeśli chodzi o KRUS to jest szansa, że coś z tym będą musieli zrobić. Na początku czerwca Komisja Europejska ogłosiła rekomendacje dla wszystkich krajów UE.  Chodzi o nowy system wspólnej oceny w UE budżetów narodowych na wczesnym, prewencyjnym etapie. W przypadku Polski zalecono podjęcie kilku kroków, które mają spowodować zejście do 2012 roku z deficytem finansów poniżej 3 poc. PKB. Zdaniem KE polski rząd powinien podnieść wiek emerytalny w służbach mundurowych i ustanowić harmonogram zmian zasad ubezpieczenia społecznego rolników tak aby ich składki lepiej odzwierciedlały indywidualne dochody…

Mama: …może rzeczywiście, jak rząd będzie miał na kogo zrzucić winę za podjęcie tak niepopularnych decyzji, wprowadzi jakieś zmiany w tym chorym systemie…  Ile jest osób, które osiągają ogromne dochody z produkcji rolniczej, a płacą tyle samo co rolnik uprawiający spłachetek ziemi za swoim domem. W przypadku osób prowadzących działalność gospodarczą nikogo nie obchodzi w jakiej wysokości i czy w ogóle osiągnęli w danym miesięcy przychód – muszą zapłacić na ZUS i Zdrowie prawie 900 złotych…

Tata: … ten system się nie sprawdza i niewątpliwie jest jedną z przyczyn tworzenia się tzw. szarej strefy…  Mój kolega prowadzi tartak na Mazurach, a więc w rejonie największego bezrobocia. A wiecie z czym ma największy problem – ze zdobyciem pracowników. Chętnych jest wielu ale tylko na prace dorywcze, takie na parę godzin za niewielkie wynagrodzenie, najlepiej z ręki do ręki. Nie chcą się angażować na dłużej, bo utraciliby status bezrobotnego a przecież praca ta – ze względu na specyfikę – jest pracą wyłącznie sezonową… Należałoby uściślić pojęcie osoby zatrudnionej. Czy ktoś, kto chwyta się prac dorywczych na zlecenia może być traktowany na równi z osobą zatrudnioną na umowę o pracę np. na czas określony? Jeśli nie traciłoby się statusu bezrobotnego w każdym przypadku osiągnięcia przychodu, osoby pozostające bez pracy dużo chętniej formalizowaliby sytuacje, w której zatrudniają się dorywczo – wpływały by wtedy zarówno pieniądze z podatków jak i z tytułu ubezpieczenia społecznego.

Buba: Pozostając w temacie pracy mnie osobiście zastanawia jedna kwestia. Z jednej strony mówi się o bezrobociu i o braku miejsc pracy. Z drugiej strony na portalach zamieszczających ogłoszenia o pracy są tysiące ofert. Jednocześnie, gdy wysyłam swoją ofertę podjęcia współpracy, rzadko kiedy  dostaję na nią odpowiedź nawet wtedy, gdy bezdyskusyjnie spełniam wszystkie oczekiwania potencjalnego pracodawcy. Jak to interpretować?

Mama: … to jeden z tych przypadków, na który i ja nie znajduję racjonalnego wytłumaczenia. Pamiętam zwróciłam kiedyś uwagę na statystyki związane z liczbą zatrzymywanych kierowców u których stwierdzono we krwi dużą liczbę promili. Tak sobie wtedy pomyślałam, że jeśli wszystkim tym osobom zostałoby zabrane prawa jazdy za jazdę w stanie nietrzeźwym, to w szybkim tempie powinien zostać rozwiązanych problem korków drogowych, a tak się przecież nie dzieje…

Buba: … no właśnie. Ja jestem przyzwyczajona do myślenia logicznego. Jeśli inicjuję jakąś reakcję chemiczną, to wiem, że poprzez połączenie określonych składników powstanie określony związek chemiczny. A w tych przypadkach nie widzę ani reakcji ani efektu. Tak jakby to wszystko wyparowało w próżnię…

Deser

Mama: … dość już chyba tych smutasów. Na poprawienie humorów proponuję truskawki z bitą śmietaną. Za truskawki podziękujcie Miśkowi bo zbierał dzisiaj osobiście z samego rana, kiedy wy przekręcaliście się na drugi bok…

Buba, Tata: Dzię-ku-je-my!

Tata: … kochanie (do Mamy) nie będziesz dziś oglądać Wimbledonu?

Mama: … będę. Zaraz po obiedzie włączam telewizję i ustawiam na kanał sportowy… A wy kochani nastawicie zmywareczkę i posprzątacie w kuchni! Czy ktoś się sprzeciwia?… Nie widzę… a więc postanowione.

Tata: … chciałem Ci tylko powiedzieć przy okazji, że szykują się zmiany w przepisach dotyczących tenisa ziemnego… Widzisz, nie tylko mnie irytują te odgłosy, jakie wydają z siebie niektórzy zawodnicy w czasie gry …

Buba: … mówisz Tato o tych pojękiwaniach jakie wydaje z siebie na przykład Sharapova…

Maria SharapovaTata: … tak i podobno ma to być całkowicie zabronione. Z resztą zdaniem specjalistów głośne stękania nie mają najmniejszego wpływu na siłę i efektywność gry zawodników, którzy w ten sposób się zachowują,  mogą natomiast deprymować ich przeciwników…

Mama: … no właśnie, to czysta niekonsekwencja. Z jednej strony zawodnicy wymagają od publiczności całkowitej ciszy, nawet ciche rozmowy podobno przeszkadzają im w koncentracji a potem sami w czasie gry jęczą i stękają …

Tata: … a niektórzy wręcz krzyczą i to bardzo głośno. Ktoś kiedyś zmierzył dźwięki jakie wydaje z siebie Azarenka i okazało się, że osiągają one poziom 90 decybeli…

Mama: … to można przecież ogłuchnąć …

Tata: … więc postanowiono zrobić z tym porządek…

Mama: … bardzo dobrze. Mnie w tenisie, szczególnie dotyczy to kobiet, niepokoi jeszcze kierunek w jakim zmierza tzw. moda sportowa. Coraz więcej pań wychodzi na kort w strojach, które mają niewiele wspólnego ze sportem… Koroneczki, falbaneczki, odkryte plecy, dekolty do pasa …

Tata: … no to cię uspokoję. Te same zmiany, o których mówiłem wcześniej mają również dotyczyć strojów… Nie znam szczegółów, ale zdaje się, że zostaną ustalone jakieś ogólne zasady, których celem będzie zahamowanie niepokojącej cię tendencji…

Mama: … bardzo mnie to cieszy. Kiedyś przecież słowo TENIS było synonimem określonego stylu, kojarzyło się np. nieodłącznie z białym kolorem… Myślę, że te zmiany mogą podnieść jakość widowiska sportowego, bo panie tenisistki przestaną myśleć o tym jak wyglądają i może będą się chciały wyróżnić po prostu bardzo dobrą grą …

Misiek: … zacząłem sobie wyobrażać, jak by to było jakby w innych dziedzinach sportu dopuszczono do takiej swobody w doborze strojów…

Buba: … na przykład w piłce nożnej…

Tata: … albo w skoku o tyczce pań …

(śmiech)

Mama: … a może szkoda, że tak nie jest – może uratowałoby to niejedno, żenujące ze względu na swój poziom, widowisko sportowe…

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Wykop
  • Śledzik
  • Blogger.com
  • Grono.net
  • Gadu-Gadu Live
  • LinkedIn

Biurowy dowód na względność czasu

Upływ czasu w biurzeWedług definicji słownikowych, czas to skalarna wielkość fizyczna określająca kolejność zdarzeń oraz odstępy między zdarzeniami zachodzącymi w tym samym miejscu. Pojęcie „czasu” jest również przedmiotem rozważań filozoficznych. Własne teorie na temat jego natury snuli między innymi św. Augustyn, Kant, Bergson, Newton, Leibniz czy Einstein. Teoretycznie na co dzień „płynie” on sobie jednostajnie w stałym tempie i nic nie wywiera na niego wpływu, jednak w kontekście piątkowego popołudnia i nadchodzącego weekendu pragnę zwrócić uwagę Szanownych Czytelników na zjawisko którego natura nie została co prawda do tej pory opisana przez fizyków i filozofów, jednak jego istnienie wydaje się być niezaprzeczalne i wydaje się mieć jakiś związek z Teorią Względności Alberta Einsteina.

Zjawisko zaczyna występować właśnie w piątek mniej więcej na pół godziny przed zakończeniem pracy (w zależności od tego od której pracujemy może to być godzina 13:30, 14:30 lub 15:30) i polega na wyraźnym spowolnieniu upływu czasu w sytuacji kiedy stopniowo zbliża się moment w którym będziemy mogli opuścić nasze stanowisko pracy i udać się na zasłużony weekendowy wypoczynek. Poniżej przedstawiam animowaną symulację tej zagadkowej anomalii.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Wykop
  • Śledzik
  • Blogger.com
  • Grono.net
  • Gadu-Gadu Live
  • LinkedIn

Co wolno „Wojewodzie” – czyli przypadki Jakuba W.

Udział biorą:

Mama – czyli ja, Tata

Menu:

Danie pierwsze (jedyne) – Kotlet mielony, młoda, gotowana kapusta, młode ziemniaki z koperkiem.

Deser – babka cytrynowa.

Ten Years AfterZnowu weekend spędzamy sami. Dzieci, wywiązując się z wcześniej podjętych zobowiązań towarzyskich i nie tylko, wyjechały i jesteśmy na dzisiejszym obiedzie sami. Obiad przygotowaliśmy już w dniu wczorajszym, więc niedziela przebiegała pod znakiem całkowitego lenistwa i w bardzo miłej atmosferze. Wczorajszy wieczór spędziliśmy bowiem  na festynie zorganizowanym z okazji dni naszego miasta, a właściwie pojechaliśmy tam ze względu na zapowiedziany występ prawdziwej gwiazdy – zespołu Ten Years After. Może gwiazda ta przez ponad czterdzieści lat swojego istnienia nieco przybladła, ale grają ciągle niesamowicie. Przypomniały się nam czasy naszej młodości kiedy to dane nam było słuchać muzyki tworzonej i granej przez naprawdę wybitnych muzyków i legendarne już dzisiaj kapele rock’owe.

Danie pierwsze

Mama: Jak tam kochanie? Słyszę, że nucisz pod nosem  „I’d love to change the World”. Czy to oznacza, że jesteś jeszcze na koncercie  TYA, czy już wróciłeś i mogę podać obiad?  A’propos koncert. Pamiętasz jak wspominałam Ci, że Kuba Wojewódzki został poproszony o udział w przygotowaniu koncertu inaugurującego polską prezydencję w Unii Europejskiej …

Tata: …tak, przypominam sobie. Czy coś się zmieniło?…

Mama: …jeszcze nie, ale być może wkrótce, bo Afrykanie mieszkający w Polsce, wystąpili do ministra Zdrojewskiego o odsunięcie Wojewódzkiego od tych przygotowań argumentując swój apel tym, że człowiek, który  w radiu wygłasza chamskie rasistowskie komentarze, nie może – jak to się wyrazili – „Witać Europy”.

Tata: A o co konkretnie chodziło?

Mama: Podobno w tej audycji, którą prowadzi razem z Figurskim w radiu ESKA Rock, wyśmiewali się z czarnoskórych obywateli naszego kraju a miało to związek z pomysłem tych panów, aby  prezydenta Obamę  powitała kompania honorowa złożona z „czarnych pionków” …

Tata: … mało śmieszne…

Mama: … owszem, ale zdaje się, że żart utrzymany był w konwencji  tego  programu Wojewódzkiego i Figurskiego, bo wprawdzie nie słucham ich na antenie, ale co jakiś czas odpryski audycji docierają do mnie …

Tata: … na przykład piosenka „Jarek, Jarek, przyjaciół ma wielu, każdy z nich chciałby leżeć na Wawelu” …

Jakub W.Mama: … dokładnie! Wtedy też się podniósł krzyk ale cała sprawa szybko ucichła. Ale ile było osób, które uważały, że Wojewódzki i Figurski wyrazili w tej piosence ich własne opinie? Pamiętasz, też byliśmy oburzeni pomysłem pochowania pary prezydenckiej na Wawelu i jako argumentu używaliśmy przykładów różnych osób, które w związku z tym precedensem, też mogą uważać, że zasłużyły na takie właśnie miejsce wiecznego spoczynku…

Tata: … rozumiem, że zmierzasz do tego, że jeśli audycja, która wywołuje takie kontrowersje, ciągle jest utrzymywana na antenie, to oznacza, że jest na to przyzwolenie…

Mama: …dokładnie. Kuba Wojewódzki ogólnie znany jest ze swego ciętego języka i z niewyparzonej gęby. Mam wrażenie, że powierzono mu, a on to skwapliwie przyjął,  rolę taką, jaką w dawnych czasach pełnił na dworze królewskim błazen…

Tata: … błazen, czyli ktoś, komu wolno powiedzieć wszystko bo zgodnie z zasadami, nie poniesie za to żadnej kary…

Mama: …tak ale również ktoś, o kim wszyscy wiedzą, że jest osobą inteligentną, posiadającą doskonale rozwinięte zdolności analityczne, świetny obserwator i dodatkowo erudyta… Błazen nie jest bowiem synonimem głupka, ale przyjęto, że jego słów nie należy traktować zbyt serio, bo przecież głównym zadaniem błazna  jest rozśmieszanie…

Tata: … problem powstał w chwili, gdy ktoś postanowił powierzyć błaznowi nieco inne zadanie …

Mama: … tak też i mnie się wydaje, przy czym ta osoba, czy też te osoby, zapewne znają Wojewódzkiego na tyle dobrze, iż miały pełne zaufanie, że sobie z nim poradzi…

Tata: … ale jednocześnie, w kontrakcie nie zastrzegły obowiązku rezygnacji przez Wojewódzkiego z realizowania innych projektów, które zapewne też wynikają z wcześniej podpisanych umów – co jest w końcu całkowicie zrozumiałe. No i Kuba pełnił w dalszym ciągu obowiązki nadwornego błazna, aż kolejny raz przesadził …

Mama: … ja tylko zastanawiam się, czy ci panowie, którzy poczuli się słusznie obrażeni uwagami na temat koloru swojej skóry wygłaszanymi na antenie radiowej, naprawdę wierzą w to, że wysyłając swój apel o ukaranie Kuby do  premiera, prezydenta, ministra spraw zagranicznych i przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce, zmienią świat na lepszy? Czy uważają, że to za sprawą Kuby Wojewódzkiego i jego wypowiedzi, Polacy są rasistami? Moim zdaniem on tylko, jak lustro, odbija nasz prawdziwy wizerunek…

RasizmTata: … z pewnością nie, ale tego typu akcje mają na celu wymuszenie poprawności, przynajmniej w życiu publicznym… To taki rodzaj usankcjonowanej hipokryzji; nie ważne jacy jesteśmy naprawdę, ważne jak nas postrzegają na zewnątrz… Amerykanie doszli w tym do perfekcji a może nawet do przesady. Wprowadzone tam przepisy, wręcz preferują czarnoskórych obywateli. Nie znaczy to oczywiście, że Amerykanie wyzbyli się całkowicie poglądów rasistowskich…

Mama: … bo przecież samymi przepisami nie zmieni się mentalności ludzi. Ta niechęć do osób innej nacji nie bierze się przecież znikąd. Bardzo często ma to podłoże ekonomiczne, na przykład strach przed utratą pracy na rzecz obcokrajowców, którzy zwykle stanowią w różnych krajach dużo tańszą od miejscowej siłę roboczą ale również względy kulturowe: inne wzorce zachowań, inne obyczaje, mentalność…

Tata: … a’propos wzorce zachowań. Czy podobają Ci się wzorce zachowań dużej grupy polityków, prezentowane głównie w okresie przedwyborczym? Bo zdaje się, że nasza partia rządząca – PO wręcz je propaguje…

Mama: …myślisz o zachowaniu Pani Kluzik-Rostkowskiej? No wiesz, kobieta całkiem przegięła! Chyba nie było jeszcze takiego przypadku, aby osoba, która przedstawiała się społeczeństwu jako jedna z liderek nowo-powstałej partii przeszła do innej, opozycyjnej, twierdząc, że jest jej z członkami tej partii po drodze…

Tata: …ja też przyznam się, że nie znajduję drugiego przypadku tak zakłamanego polityka. Przecież wszyscy pamiętają ją jeszcze jako szefową kampanii prezydenckiej Jarosława Kaczyńskiego, którą prowadziła za pomocą kłamstwa…

Mama: …trzeba przyznać, że jest wyjątkowo sprawna w kreowaniu fikcyjnej rzeczywistości, bo przecież udało jej się wmówić prawie 50% głosujących, że Kaczyński się zmienił…

Tata: …tak, ale niestety Kaczyński nie wygrał a ona popadła w niełaskę więc zaraz po tym odwróciła się od swojego idola i namówiła kilka osób ze swojej partii aby z niej wystąpili i pod jej przewodnictwem utworzyli nową, własną partię…

Mama: …ale jak Pierwszy Zjazd Krajowy wybrał Pawła Kowala na Prezesa PJN, pani Kluzik-Rostkowska obraziła się i wstąpiła do PO. Wydaje mi się, że Pani Joanna jest chorobliwie ambitna. Ciekawa jestem, czy gdyby Jarosław Kaczyński został prezydentem, to też przeszłaby do Platformy Obywatelskiej? Z pewnością nie! Chyba, że nie otrzymałaby satysfakcjonującej ją posady w ramach nagrody za dobrze wykonaną pracę…

Super LottoTata: … wszyscy o tym wiedzą i pewnie nie mają najlepszego zdania o Pani Kluzik-Rostkowkiej – myślę tu głównie o jej nowych kolegach partyjnych – ale na Zjeździe tej Partii witano ją jak bohaterkę… Ale wracając do poprzedniego wątku naszej rozmowy: kto jest twoim zdaniem bardziej niebezpieczny: Pani Joanna Kluzik – Rostkowska czy Pan Kuba Wojewódzki? Ona – grzeczna, miła ale zakłamana aż do bólu, zmieniająca swoje poglądy  w zależności od tego skąd wiatr zawieje, On – ordynarny wręcz chamski ale szczery, wierny swoim poglądom, krytyczny wobec innych ale również wobec siebie samego?

Mama: Rozumiem, że było to pytanie retoryczne. Osobiście cenię Kubę Wojewódzkiego za to, że ma odwagę być sobą, że nie podlizuje się widowni. I za to, że – może to zabrzmieć paradoksalnie – jest (w przeciwieństwie do pani Kluzik-Rostkowskiej) taki przewidywalny.  Nie wierzę również, że zmieni go ewentualna kara w postaci odsunięcia od przygotowania koncertu w związku z polską prezydencją w UE…

Tata: … i dobrze. Niestety żyjemy w świecie wszechogarniającej hipokryzji dlatego powinno w nim być miejsce dla nadwornego błazna. Kiedy już nie będziemy mogli, pod groźbą kary, głośno wypowiadać swoich poglądów – błazen zrobi to za nas…

Deser

Mama: … myślę, że Kuba Wojewódzki da sobie radę, nawet gdyby zabrano mu wszystkie fuchy w radio i w TV. Jest osobą tak popularną, że z pewnością zaproponowałoby mu udział w jakiejś reklamie…

Tata: … tak jak Szymonowi Majewskiemu, na przykład za wynagrodzeniem w kwocie 3 miliony złotych…

Mama: …a swoją drogą zaczyna niepokoić mnie ten wysyp reklam wielkich banków, do których zapraszani są coraz bardziej znani ludzie ze świata tzw. rozrywki… Nawet Pan Nowicki – znany ze swych konserwatywnych poglądów na temat zawodu aktora – dał się skusić do udziału w reklamie
T-mobile. Ciekawe, jaka kwota go przekonała?…

Tata: … z pewnością niebagatelna…

Mama: …ale wracając do kampanii reklamowych banków. Czemu one właściwie służą? Wydaje się, że celem tych reklam jest przede wszystkim przyciągnięcie jak największej liczby nowych klientów w zakresie indywidualnych kont bankowych, czyli tak naprawdę, podkupienie dobrą ofertą klientów innych banków. Trudno bowiem uwierzyć w to, że obietnicą zerowych opłat za różne usługi związane z prowadzeniem rachunku bankowego, przekona się nagle do założenia konta te osoby, które go jeszcze nie mają…

Tata: … i znowu muszę stwierdzić, że odpowiednie przepisy wymusiły na nas obowiązek posiadania konta w banku, więc ośmielę się stwierdzić, że nie mają go tylko Ci, którzy mieć go nie potrzebują…

Mama: … pytanie drugie jest takie: kto zapłaci honoraria celebrytów zaangażowanych do tych reklam, skoro – zgodnie z reklamą – nowym klientom gwarantuje się słynne już  „0” złotych…

Tata: … pewnie starzy klienci, których te promocyjne oferty nie obejmują… Poza tym, w reklamach nie są prezentowane wszystkie warunki umowy z bankiem. Założę się, że tęgie głowy już nad tym pomyślały jak sobie odbić poniesione wydatki…

Mama: … cuda się przecież nie zdarzają…

Tata: … ale są cudowne zdarzenia, jak na przykład ten koncert TYA (bez obrazy) na prowincji …

Ten Years After

Ten Years After dali 11 czerwca 2011 roku jedyny koncert w Polsce, właśnie w Błoniu

Zapraszamy za tydzień 19 czerwca 2011 r.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Wykop
  • Śledzik
  • Blogger.com
  • Grono.net
  • Gadu-Gadu Live
  • LinkedIn

Warzywa, chińczycy i fontanna czyli „Sezon ogórkowy” w pełni

Zielone ogórki

Podejrzani

Udział biorą: Mama – czyli ja, Tata

Menu:

Danie pierwsze (jedyne) – grillowana karkówka i sałatka ze szpinaku i pomidorów.

Deser – ciasto jogurtowe.

Uff! Jak gorąco! Przez cały tydzień było upalnie  jak w środku lata. Słońce i wysokie temperatury sprawiły, że nasz ogród, który ciągle – ujmując to delikatnie – jest jeszcze w fazie projektowania, wygląda wyjątkowo dobrze. Zakwitły Irysy i Peonie, cieszą wzrok różnokolorowe pelargonie, które w tym roku posadziliśmy w skrzynkach na parapetach i donicach na tarasie. Nic dziwnego, że każdą chwilę z wielką przyjemnością spędzamy na zewnątrz domu. Dodatkowo, ponieważ Buba z Miśkiem pojechali do rodziców Miśka – razem z mężem postanowiliśmy zrezygnować z tradycyjnego obiadu i trochę pogrillować.

Danie pierwsze

Mama: Jak tam nasza grillowana karkóweczka?

Tata: Myślę, że jeszcze jakieś 10 minut i będzie gotowa.

Mama: No to biorę się za zrobienie sałatki. Wybrałam na dzisiaj tę ze świeżego szpinaku i pomidorów według przepisu Nigelli Lawson…

Tata: …fantastyczny pomysł! Bardzo lubię tę sałatkę – jest taka orzeźwiająca, akurat dobra na upał…

Mama: …tak myślisz? A może powinnam zrobić coś z ogórków i dostosować się do ogólnie panującej, atmosfery typowej dla sezonu ogórkowego?

Tata: Rzeczywiście, nie wiem czy to za sprawą tej afery z bakterią w hiszpańskich ogórkach, ale w tym roku sezon ogórkowy rozpoczął się wyjątkowo wcześnie.

mordercze warzywa

"Zbrodniarze" w całej okazałości

Mama: A propos „afera ogórkowa”. Czytałeś, że podobno niesłusznie oskarżono hiszpańskich rolników i że wina leży po stronie niemieckiej, jakieś problemy sanitarne, czy coś w tym stylu … Ale tak naprawdę, to ciągle nie wiadomo jaka jest faktyczna przyczyna…

Tata: …lecz co się stało to się nie odstanie. Podobno z powodu tych oskarżeń, hiszpańscy rolnicy zapłacili słono – straty szacowane są na ok. 200 mln euro tygodniowo. A ile przy okazji traci gospodarka europejska, w tym także nasza? Ludziska w panice przestali kupować warzywa w ogóle. Siadł także eksport do Rosji, bo opiekuńczy premier Putin stwierdził, że nie pozwoli na to aby jego naród był zatruwany przez żywność sprowadzaną z Europy…

Mama: …no popatrz, jak on dba o obywateli swojego kraju. Kto by pomyślał … Ale tak swoją drogą, jak to jest możliwe, że są publikowane tego typu, niesprawdzone informacje?

Tata: …wiesz, jak ważnym osiągnięciem demokracji  jest „wolność słowa”. To dobrze, że istnieje – jak się o niej mówi – trzecia władza. To gwarancja skutecznej kontroli nad tym co robią dwie pierwsze władze, ale moim zdaniem ciągle kuleje w zawodzie dziennikarskim etyka zawodowa …

Mama: …szczególnie wtedy, gdy zaczyna się sezon ogórkowy i tak trudno o nowe ekscytujące news’y…

Tata: Myślę, że winę ponosi za to fakt, iż ludzi najskuteczniej przyciągają do ekranów telewizorów  wiadomości budzące silne emocje, dlatego tak dobrze sprzedają się relacje o popełnianych przestępstwach, różnego rodzaju aferach i stąd ta nieustanna pogoń dziennikarzy  za sensacją i wszechobecna polityka doniesień.  …

Mama: …a jak ich brakuje, to szuka się dziury w całym…

Tata: …tak jak na przykład, robi się aferę z trochę może nie przemyślanej wypowiedzi Tuska o guzikach i sukience pewnej dziennikarki…

Mama: …szczególnie, jeśli można upiec przy tym dwie pieczenie. Podobno alarm podniosła Partia Kobiet zarzucając premierowi seksizm… No ale dzięki temu, mogliśmy sobie przypomnieć, że taka partia w ogóle istnieje…

Fontanna w Błoniu

Fontanna w Błoniu (fot. Forum dyskusyjne Błonia)

Tata: … Ale afery  typu jak ta związania z wypowiedzią premiera, nikomu nie zrobią krzywdy… Na pierwszy rzut oka widać, że Tusk ceni i szanuje kobiety dlatego nikt nie potraktuje poważnie tego typu zarzutu… Najbardziej mnie wkurzają informacje nieprawdziwe i manipulowanie faktami. Przykład z naszego podwórka, który dotyczy tej wybudowanej na rynku fontanny. Jak pamiętasz, już sam pomysł takiego przedsięwzięcia wywołał burzę, a teraz, kiedy fontanna wymaga remontu, bo włoski marmur,  z którego została wybudowana (dar włoskiego miasta zaprzyjaźnionego z naszym) pęka – wywołał kolejne dyskusje. Ktoś, uprzejmie doniósł  do prasy, że jest afera związana z niegospodarnością władz Miasta i przybył dziennikarz w celu, jak się wydawało, zweryfikowania informacji. Dziennikarz reprezentujący naszą „ulubioną gazetę” Super Express poprosił również o spotkanie z Burmistrzem, który w rzeczowej rozmowie wyjaśnił wszystkie stawiane zarzuty i między innymi zweryfikował nieprawdziwe dane liczbowe. Można było za tym spodziewać się, że albo temat upadnie albo, jeśli artykuł powstanie, będą w nim podane już sprawdzone informacje. Niestety, prawda nie była już tak sensacyjna, więc dziennikarz przytoczył w nich fałszywe dane..

Mama: …i co na to Burmistrz?

Tata: … Urząd zwrócił się do gazety z żądaniem zamieszczenia sprostowania, a w przypadku odmowy, zagroził skierowaniem sprawy do sądu…

Mama: …bardzo słusznie! Takich spraw nie należy bagatelizować. Wprawdzie Rada Miasta i Gminy, znając prawdziwe fakty, nie odwoła Burmistrza, ale w okresie kolejnej kampanii ktoś mógłby ten temat odkurzyć i wydobyć z niego smrodek, który trudno byłoby zneutralizować… Nie pomogłyby żadne tłumaczenia, bo ludzie najczęściej wierni są zasadzie, że tłumaczy się tylko winny… A swoją drogę, śliczny jest teraz ten nasz rynek, taki zadbany i ukwiecony. Przyjemnie tam usiąść na ławeczce i popatrzeć na fontannę. Ja tam popieram inwestycje, których celem jest zadbanie o wygląd miejscowości. W końcu, nie samym chlebem człowiek żyje…

Tata: …święta racja. A wracając do sezonu ogórkowego – zamiast na siłę szukać sensacji, zawsze przecież można odświeżyć któryś z żelaznych tematów zastępczych powracających na łamy czasopism oraz na ekrany telewizorów cyklicznie, raz na jakiś czas…

Mama: … na przykład temat abonamentu radiowo-telewizyjnego…

Telewizja

Zapraszamy na kolejna powtórkę serialu "Czterej pancerni i pies"

Tata: …jesteś wielka! Oczywiście, że temat powrócił. Czytałem gdzieś ostatnio, że Komisja Europejska kwestionuje system finansowania Telewizji Polskiej poprzez wnoszenie obowiązkowych opłat, jako niezgodną z unijnym prawem pomoc publiczną. Temat wypłynął nie przypadkiem. Otóż kilka instytucji, w tym stacja TVN, złożyło w tej sprawie skargę do Brukseli …

Mama: …i widzisz, jaki ten TVN zapobiegliwy; zamiast biernie czekać na kolejny temat sama go wywołuje …

Tata: … a swoją drogą wypadałoby wreszcie tę kwestię rozstrzygnąć! Doprawdy nie wiem, za co mamy płacić ten abonament? Gdybyśmy chociaż mieli gwarancję, że dzięki tym pieniądzom TVP  skutecznie zawalczyłaby z sezonem ogórkowego, ale nie ma szans – same powtórki i odgrzewane dania… To jakiś wymysł komunistyczny, który wciąż świetnie się trzyma pomimo, iż minęło już 20 lat od zmian ustrojowych. Nikt dobrowolnie, nie chce zrezygnować z tej kasy – przymykają oko nawet na stale wzrastającą liczbę niepłacących abonamentu. Chyba czekają, aż problem sam się rozwiąże, a to nastąpi wraz ze śmiercią ostatniego naiwnego.

Deser

Mama: Wprawdzie w polityce sezon ogórkowy, ale za to w sporcie dzieje się dużo. Szkoda, że dzisiaj kończy się turniej tenisowy w Paryżu na kortach im. Rolanda Garrosa, ale możemy oglądać reprezentację naszych siatkarzy w Lidze Światowej. Tuż przed naszym obiadem zakończył się mecz z Brazylią…

Tata: …i jaki wynik?…

Mama: …przegraliśmy 1:3, ale to nie ważne bo w tym przypadku liczył się styl w jakim przegrali; w końcu z najlepszą drużyną świata. Muszę Ci powiedzieć, że jestem dumna z naszych chłopaków. Brazylijczycy musieli się naprawdę solidnie napracować na tę wygraną, bo nasi chłopcy walczyli dosłownie o każdą piłkę…

Tata: …ale z tego co słyszałem, to w turnieju nie bierze udziału bardzo wielu naszych najlepszych graczy…

Mama: … to prawda. Nowy trener reprezentacji Andrea Anastasi miał poważne kłopoty ze skompletowaniem składu. Odmówili mu, głównie z powodów zdrowotnych, Mariusz Wlazły, Michał Winiarski, Paweł Zagumny, Daniel Pliński. W tej sytuacji trener postawił na młodzież: Bartka Kurka, Zbyszka Bartmana, Kubickiego z AZS Politechnika Warszawska. W całej drużynie polskiej grało chyba tylko trzech starszych, bardziej doświadczonych graczy a po stronie brazylijskiej wystąpiła cała śmietanka a proporcje wiekowe były dokładnie odwrotne. Dlatego możemy naprawdę ze spokojem patrzeć w przyszłość polskiej siatkówki jeśli mamy tak utalentowaną młodzież siatkarską…

Tata: … to w ogromnej mierze zasługa polskiej ligi. Naprawdę w naszych klubach wykonywany jest kawał dobrej roboty. Najważniejsze, że nie koncentrują się tam wyłącznie na kupowaniu dobrych zagranicznych siatkarzy, ale też dają szansę młodym…

Mama: …tak i to dotyczy zarówno męskiej jak i żeńskiej siatkówki. Zwróciłeś uwagę, że coraz więcej zagranicznych zawodników i zawodniczek gra w polskich klubach?

Graj w Chińczyka

Budujemy autostradę

Tata: …a mając na względzie fakt, iż z pewnością nie jesteśmy w stanie zapłacić tym zawodnikom tyle ile płacą w lidze rosyjskiej czy włoskiej, można przypuszczać, że podpisują umowy z polskimi klubami ze względu na wysoki poziom rozgrywek…

Mama: …słyszałam, że najwięcej teraz płacą siatkarkom w Turcji. Można tam spotkać same gwiazdy, w tym naszą Małgosię Glinkę…

Tata: …a wiesz, że Kasia Skowrońska podpisała kontrakt z Chińczykami?

Mama: …dlaczego mnie to nie dziwi? Chińczycy  konsekwentnie realizują swój plan bycia najlepszymi we wszystkich dziedzinach życia, wliczając w to oczywiście wszystkie dyscypliny sportowe. Popatrz, nawet turniej Rolanda Garosa wygrała w tym roku Chinka. To sytuacja bez precedensu w historii tenisa ziemnego.

Tata: …na pewno są na razie najtańsi – nasz rząd tak bardzo był o tym przekonany, że uwierzył, iż mogą  wybudować autostradę A2 za cenę o miliard niższą od szacowanej wartości zamówienia…

Mama: …i pewnie tak by się stało, gdyby wzięli do pracy chińskich „niewolników”. Jak przyszło zatrudnić na budowie polskich wykonawców, szybko wyszło na jaw, że jest to niemożliwe. A swoją drogą, może z tego wyniknąć naprawdę niezła afera. Ktoś przecież wybrał w przetargu ofertę z rażąco niską ceną…

Tata: …dziennikarze pewnie już zacierają ręce – taka gratka w trakcie sezonu ogórkowego …

 

Zapraszamy za tydzień 12 czerwca 2011 r.

PS. Podaję przepis na sałatkę.

Liście szpinaku opłukać, odsączyć i wrzucić  do salaterki. Sos: dwa, trzy (zależy od wielkości) dojrzałe pomidory obrać ze skórki , usunąć pestki i drobno posiekać. Dodać sok  z połowy cytryny i pół ząbka czosnku (nie więcej, bo zdominuje smak), doprawić do smaku solą i pieprzem. Zalać tak przygotowanym sosem liście szpinaku bezpośrednio przed podaniem.

Sałatka prosta, szybka i bardzo smaczna – polecam!

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Wykop
  • Śledzik
  • Blogger.com
  • Grono.net
  • Gadu-Gadu Live
  • LinkedIn

Mama Bramczyk i Portale Internetowe

Portale InternetoweLubię przy porannej kawie zajrzeć na któryś z popularnych portali internetowych. Dopóki u nas, tak jak w tej znienawidzonej przez wielu Ameryce, ktoś nie wpadnie na pomysł aby podrzucać pod drzwi codzienną prasę, jest to jedyny sposób na to, aby już z samego rana, bez konieczności wychodzenia z domu, sprawdzić co piszczy w przysłowiowej trawie.

Tak więc zaczynam od newsów politycznych – tu głównie informacje o wizycie w Polsce prezydenta USA Bracka Obamy. Tak mi się przynajmniej wydaje, bo tytuł głosi „ Michelle Obama nie chce widzieć Komorowskiego.” Po kliknięciu dowiaduję się, że: podczas wizyty prezydenta USA w Polsce, Barackowi Obamie nie będzie towarzyszyła małżonka – Michelle i jak podają oficjalne źródła USA , od początku było planowane, iż pierwsza dama wróci wcześniej do domu, a to z powodu egzaminu zdawanego przez córki pary prezydenckiej w szkole. Dalej jednak, powołując się na „Nasz Dziennik”, autor tego artykułu  przekazuje mi, niejako w tajemnicy,  intrygującą ploteczkę, że: powód nieobecności pierwszej damy jest inny, niż tłumaczą to oficjalnie Amerykanie. Prawdziwy powód absencji Michelle Obamy to dyplomatyczny odwet za gafy i nietakty, jakich dopuścił się wobec niej prezydent Bronisław Komorowski podczas swojej wizyty w USA, w grudniu ubiegłego roku.

Kolejna informacja związana z wizytą nosi tytuł „Nieoczekiwana zmiana programu wizyty Obamy”. Mając na uwadze problemy w komunikacji lotniczej spowodowane wybuchem wulkanu Grimsvotn na Islandii, spodziewam się najgorszych informacji, na przykład o odwołaniu wizyty w Polsce. Po kliknięciu dowiaduję się jednak, że: prezydent USA Barack Obama i brytyjski premier David Cameron zmienili oficjalny program wizyty prezydenta USA w Wielkiej Brytanii  i pojechali do jednej z londyńskich szkół, gdzie ucięli z uczniami partyjkę tenisa stołowego.

OnetNastępny tytuł z działu politycznego informuje mnie, że „Kuba Wojewódzki będzie twarzą prezydencji  w UE”. Czuję się trochę zaskoczona, tym bardziej, że w podtytule czytam: „Polska Prezydencja w psim gównie”. No i znowu po przeczytaniu całego artykułu konstatuję, że tak brzmiąca zapowiedź jest zwykłą manipulacją mającą na celu sprowokowanie mnie do jego przeczytania.

Takie i inne przykłady, czasami wręcz drastycznej sprzeczności pomiędzy tytułem a treścią informacji publikowanych w Portalach Internetowych, mogłabym przytaczać w nieskończoność. W dalszym ciągu popijając poranną kawę zaczynam snuć dywagacje na temat przyczyn tego zjawiska.

Mam pełną świadomość, że Internetowy biznes wydawniczy rządzi się swoimi, specyficznymi prawami. Tu nie liczy się nakład i ilość sprzedanych egzemplarzy, tu na pieniądze przeliczane są: ilość wejść i odsłon, które z kolei świadczą o liczbie odwiedzających („klikaczy”). Może dlatego właśnie, najpopularniejsze portale internetowe, chcąc uzyskać jak największą ilość tychże, coraz bardziej przypominają tak nisko cenione przez czytelników prasy codziennej tabloidy i epatują odwiedzających coraz bardziej sensacyjnymi tytułami.

Sądzicie, że przesadziłam z tym porównaniem, no to zajrzycie do Wikipedii, gdzie w definicji określenia TABLOID można przeczytać między innymi, że:

Wirtualna PolskaTabloid (z ang. tabloid), bulwarówka – typ gazety przeważnie dziennika. Bulwarówki skierowane są do szerokich rzesz mało wykształconej ludności, dlatego też zawarte w nich informacje często przesycone są tanią sensacją – tytuły artykułów są populistyczne i dosadne. Dzięki łatwo przyswajalnemu językowi i stosunkowo niskiej cenie trafiają przede wszystkim do mało wymagających czytelników. Odwołują się one do emocji, prowokują, nierzadko przekraczają normy dziennikarskie. Zdarza się, że opisują fikcyjne historie. Zawierają dużo zdjęć, a mało tekstu. Ilustracje często przedstawiają szokujące sceny, nierzadko przesycone są erotyką.”

Pasuje jak ulał, z jednym ale;  bardzo dużą część odwiedzających portale informacyjne stanowią wszakże ludzie wykształceni o wysokim statusie społecznym. I tu nasuwa się pytanie: dlaczego, pomimo niskiego poziomu prezentowanych informacji,  portale mogą  poszczycić się tak nieprawdopodobną liczbą odwiedzających?  Czy możliwe jest, że za ich pośrednictwem realizujemy nasze ciągoty do taniej sensacji i populizmu bo zwyczajnie wstydzimy się  kupić w sklepie lub w kiosku któryś z popularnych w Polsce tytułów z tak zwanej prasy brukowej;  w Internecie czujemy się anonimowi a w osiedlowym sklepiku nie koniecznie. Zawsze istnieje możliwość, że na kupowaniu Super Expressu przyłapie nas któryś z sąsiadów posiadających wiedzę na temat zajmowanego przez nas kierowniczego stanowiska w duże korporacji.

Osobiście nie sądzę aby tak było. Myślę, że większość z nas traktuje portale jako miejsce, z których wyławiamy wyłącznie pewne sygnały związane z interesującymi nas tematami a następnie szukamy ich rozszerzenia w innych, bardziej wiarygodnych źródłach. Ja również nie wchodzę na portal z założeniem przeczytania go  od „deski do deski” i przeglądam tylko niektóre działy z informacjami. Dlatego może tak bardzo  irytują mnie zamieszczane tam tytuły nieodzwierciedlające opublikowanych pod nimi treści.  I właśnie jeden z tytułów zamieszczonych w dziale sportowym tak naprawdę skłonił mnie do napisania tego krótkiego felietonu.

InteriaZwiastun informacji głosił „Kubica przetestuje bolid w piątkowym treningu”. Serce zabiło mi żywiej, należę bowiem do tej grupy, która z niecierpliwością oczekuje na wszelkie informacje o postępach w leczeniu naszego jedynaka w F1. Tymczasem po rozwinięciu artykułu przeczytałam wypowiedź Gerarda Lopeza, iż:  prawdopodobnie na jakimś etapie tego sezonu Lotus Renault przetestuje Kubicę w piątkowym treningu, ale (Lopez) jest przekonany, że  powrót Kubicy w tym roku nie będzie możliwy.

Przyznam, że poczułam się zawiedziona i oszukana. Czy naprawdę wydawca portalu, w którym zamieszczono ów niefortunny tytuł, uważa, że tylko  sensacyjnie brzmiąca zapowiedź, sugerująca jakieś nieprawdopodobnie cudowne przyspieszenie procesu powrotu do zdrowia Roberta, spowoduje stosownie wysoką liczbę odwiedzin strony WWW, gdzie zamieszczony został artykuł?

Otóż uprzejmie informuję szanownego Wydawcę, że sądząc tak, jest w poważnym błędzie. Słowem kluczem, dzięki któremu kliknęłam na tego newsa było słowo KUBICA i nawet jeśli przed tym nazwiskiem lub po nim nie byłoby żadnych innych określeń, ja i tak przeczytałabym ten artykuł a razem ze mną tych kilka milionów wielbicieli talentu kierowcy, o których liczbę spadła oglądalność w Polsce wyścigów F1 od momentu, gdy nie bierze w nich udziału Robert Kubica.

Gazeta plA swoją drogą, jak z pewnością wielu z Was wie, „słowa kluczowe” to termin występujący w problematyce pozycjonowania stron internetowych. Od ich właściwego doboru zależy odpowiednio wysoka pozycja serwisu w przeglądarkach internetowych. Kończę więc gorącym apelem do wydawców portali internetowych – Szanowni Państwo, więcej dbałości o właściwy dobór słów kluczowych.

Z poważaniem,

Mama Bramczyk.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Wykop
  • Śledzik
  • Blogger.com
  • Grono.net
  • Gadu-Gadu Live
  • LinkedIn

Warszawa pod specjalnym nadzorem czyli zdjęcie z białym misiem

Biały MiśUdział biorą:

Mama – czyli ja, Tata, Buba, Misiek

Menu:

Danie pierwsze – delikatny rosołek z kury z kluseczkami

Danie drugie – Pierś kurza w panierce (a’ la kotlet schabowy), ziemniaki i mizeria.

Deser – lody.

I znowu minął tydzień. Jak ten czas leci. Za dwa dni kończy mi się ustawowy okres wypowiedzenia umowy o pracę i od 1 czerwca zasilę szeregi bezrobotnych. Niestety, pomimo usilnych starań i wysyłania w różne miejsca moich dokumentów aplikacyjnych – żaden pracodawca nie wyraził chęci odbycia ze mną chociażby rozmowy wstępnej a co mówić o zaoferowaniu stanowiska. Powoli godzę się z myślą, że dla takich jak ja – za młodych na emeryturę, za starych na etat – w tym kraju nie ma pracy. A wracając do obiadu. Misiek z Bubą zaliczyli wczoraj urodzinowego grilla. Chyba potrawy serwowane z grilla były bardzo ostro doprawiane, bo dzieci poprosiły dzisiaj na obiad, tu cytuję: „cokolwiek aby było dużo picia”.

Danie pierwsze

Mama: Coś marnie kochani dzisiaj wyglądacie. Czy dobrze myślę, że impreza się udała?

Buba: Oj udała się. Pomimo dość kiepskiej pogody, grill się udał.

Mama: A nie mieliście problemów z komunikacją? My tu siedzimy na wsi jak u Pana Boga za piecem, a w telewizji od tygodnia trąbili, że w Warszawie mogą być spore utrudnienia z powodu wizyty Baracka Obamy.

Tata: … ale wczoraj zmienili już śpiewkę. W podsumowaniu wizyty zwrócili uwagę, że jakoś mało warszawiaków pozdrawiało prezydenta USA na trasach jego przejazdów. Cóż za brak konsekwencji. Najpierw przez tydzień pokazują obrazki z uzbrojonymi po zęby funkcjonariuszami policji i innych służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo, informują o przylocie do Polski agentów Secret Serwis,  umieszczaniu na dachach snajperów, przestrzegają przed grożącym paraliżem komunikacyjnym nawołując wręcz do ucieczki z miasta, a potem dziwią się, że ludzie ich posłuchali …

Misiek: … trochę problemów było ale chyba najmniejsze zamieszanie spowodowane było wizytą Obamy. Jeśli już mówić o jakiś kłopotach z przemieszczaniem się, to głównie w związku z Marszem wyzwolenia konopi i Piknikiem Naukowym …

Mama: … ja nie wiem, komu zależy na wywoływaniu takiej histerii? Pamiętacie, jak kilka lat temu ostrzegali nas przed najazdem antyglobalistów – to było chyba w 2004 roku w związku z Europejskim Szczytem Ekonomicznym zorganizowanym w Warszawie. Mieszkaliśmy wtedy w Śródmieściu i z balkonu mogliśmy oglądać całą manifestację. Było barwnie i kolorowo …

Buba: … chciałaś chyba powiedzieć „niebiesko” – bo najwięcej było gliniarzy …

Mama: … i wszystkich straszyły pozabijane deskami witryny sklepowe … Wiele dni po tym trwały prace nad uporządkowaniem Centrum stolicy, ale bynajmniej nie po antyglobalistach, tylko po przygotowaniach do ich przybycia …

Tata: … widzieliście zapewne relacje z wizyty Obamy w Wielkiej Brytanii. Tam wszyscy zachowywali się normalnie, nikt nie robił wielkiego halo – no ale żeby tak zabezpieczać wizytę któregoś z  wielkich tego świata, aby nie utrudniała ona życia zwykłym obywatelom, to wielka sztuka. Potrzebne i odpowiednie umiejętności i praktyka.

Mama: … no przepraszam, przed kamerami wypowiadał się jakiś „misiek” – przepraszam Cię Misiu  – chyba w stopniu generała, który chwalił się, że nasi chłopcy wcale nie są gorsi od tych z Secret Serwis i wspominał, ze większość jest właśnie szkolona w Stanach …

Tata: … ale brakuje właściwego nastawienia, myślę tu  o określeniu potencjalnego zagrożenia; w Wielkiej Brytanii zorganizowano ochronę pod kątem ewentualnego ataku terrorystycznego, w Polsce – chyba chroniono Obamę przed obywatelami naszego kraju …

Mama: … jak mówimy o ochronie, to mam nadzieję, że ten rosołek skutecznie ochroni wasze żołądki przed atakiem kwasów żołądkowych i z apetytem zjecie drugie danie … Buba, pomożesz mi w kuchni?

Danie drugie

Buba: … skoro mówimy o wizycie Obamy, to właściwie jaki był jej cel? …

Tata: … zdaniem Lecha Wałęsy spotkanie z Prezydentem USA miało na celu przede wszystkim zrobienie „ładnej fotografii”…

Biały MisiekMama: … i chyba miał rację. Wprawdzie w programie wizyty, była kolacja z udziałem kilkunastu prezydentów, głównie z państw europejskich naszego regionu, ale kolacja miała potrwać tylko około 1,5 godziny i każda z zaproszonych osób miała zarezerwowane 2-3 minuty na wypowiedź. To co oni mogli w takiej formule przedyskutować? …

Misiek: … mieli akurat tyle czasu aby się przedstawić …

Mama: … i zrobić sobie zdjęcie z prezydentem USA …

Tata: … mów co chcesz, ale Wałęsa powinien spotkać się z Obamą …

Mama: …tak samo, jak pierwsza dama Ameryki mogła towarzyszyć mężowi w czasie wizyty w Polsce, skoro była z nim w Wielkiej Brytanii …

Tata: …i co by miała u nas robić? Przecież wizyta w naszym kraju miała nieco inny charakter, bardziej roboczy…

Mama: …to mogła chociażby spotkać się z naszą pierwszą damą albo odwiedzić jakiś szpital, czy dom kultury…

Misiek: …podobno, ona nie przyjechała z innych powodów. Czytałem, że jest obrażona na naszego prezydenta za jakieś jego niefortunne wypowiedzi w czasie wizyty w USA…

Tata: …a ja czytałem, że Michelle Obama oficjalnie oświadczyła, że jest jej bardzo przykro, że nie mogła odwiedzić Polski i że zarówno ona jak i córki bardzo chciały…

Mama: …tak, tak! I złożyła to oświadczenie jak już pojawiły się komentarze w podobnym stylu jak ten, o którym mówił Misiek. Wałęsa też złożył oświadczenie, powiedział, że mu „nie pasuje”.

Tata: … no właśnie ta forma. Naprawdę mógł się jakoś zręczniej wymówić, bardziej dyplomatycznie …

Mama: …Wałęsa nie jest i nigdy nie był dyplomatą… Wielu uważa go wręcz za prostaka. Nie zmienia to jednak faktu, że jest jednym z najlepiej rozpoznawalnych na całym świecie Polaków a w Stanach Zjednoczonych jest szczególnie poważany. Pamiętam, jak Bush senior był w Polsce to osobiście odwiedził Wałęsę w jego domu. A teraz miał stanąć w kolejce do uściśnięcia dłoni? …a’propos ściskanie dłoni – Jarosław Kaczyński uściskał dłoń prezydenta Komorowskiego… To jest najważniejszy news z tej wizyty…

Tata: …najważniejszy news jest taki, że Jarosław Kaczyński znów jest na silnych lekach …

(śmiech)

Mama: …ale tak na poważnie, wracając do pytania Buby. Wielu liczyło, że Obama złoży jakąś konkretną deklarację w kwestii zniesienia dla Polaków wiz do USA…

Tata: …ja wiedziałem, że nic takiego nie nastąpi. Problem leży w obecnie obowiązujących w Stanach przepisach prawnych, które zawierają konkretne kryteria zniesienia obowiązku wizowego – chodzi o procent odmów wizowych…

Mama: …no i bardzo dobrze. USA to nie Polska, gdzie przepisy się zmienia w zależności od tego jak komu pasuje. Tam, w zakresie uregulowań prawnych,  zachowana jest jakaś ciągłość. Nie zmienia się obowiązującego prawa w zależności od tego czy rządzą republikanie czy demokraci. Nie tak jak u nas; potrzebne pieniążki to myk, zmieniamy ustawę emerytalną, albo zabieramy jakąś ulgę podatkową. Jak ludzie w Polsce mogą się czuć bezpieczni, jeśli przepisy są tak niestabilne.

Deser

Mama: … macie ochotę na lody?

Buba: …chętnie ale zjedzmy je na tarasie …

Mama: … jak już jesteśmy przy tej wizycie Obamy, to nie wiem czy wiecie, że tygodnik Wprost i chyba Ambasada USA ogłosiły jakiś czas temu konkurs na wypowiedź na temat, czy Obama mógłby wygrać wybory prezydenckie w Polsce.

Buba: … no i nie wzięłaś mama udziału w tym konkursie?…

Mama: …niestety, tak jak oferty pracy – konkurs był adresowany wyłącznie do ludzi młodych, przed 25 rokiem życia…

Tata: …ale wiesz, dlaczego? To była niestety jawna manipulacja. Chodziło oczywiście o wypowiedzi twierdzące a takich mogli tylko udzielić ludzie bardzo młodzi no i oczywiście wykształceni. Gdyby do konkursu zaproszono wszystkich, bez względu na wiek, Obama nie miałby szans…

Buba: …tak, bo pomimo, iż lubimy o sobie mówić jako o ludziach tolerancyjnych, ale to jest tylko fasada. W rzeczywistości afroamerykanin w Polsce nie mógłby zostać prezydentem, tak jak ktoś, kto ujawniłby w czasie kampanii, że jest homoseksualistą.

Misiek: …znane są przykłady, jak w Polsce traktuje się chociażby czarnoskórych piłkarzy. Mogą grać naprawdę świetną piłkę i zdobywać cenne gole dla swojego klubu ale i  tak bywa, że często obrzucani są bananami… pozostawię to bez komentarza…

Tata: … ja myślę, że przy odpowiednio prowadzonej kampanii, Obama miałby szansę wejść do drugiej tury – Polacy lubią być przekorni.  Pamiętacie chociażby Tymińskiego? Ale potem przepadłby z kretesem, opór byłby zbyt silny…

Mama: … ok. Na tym zakończymy nasz prywatny konkurs rozegrany poza formułą oficjalną. A tak przy okazji, niedługo finał X-Factor. Kto waszym zdaniem ma największe szanse na wygraną?…

Misiek: …ja głosuję na Gienka…

Buba: …ja też…

Tata: …Gienek Loska oczywiście, choć zdaję sobie sprawę że w starciu z „młodymi wilczkami” ma nikłe szanse…

Mama: …cóż za jednomyślność w rodzinie…

Buba: …to znaczy, że ty też…

Mama: …absolutnie…

 

Zapraszamy za tydzień 5 czerwca 2011 r.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Wykop
  • Śledzik
  • Blogger.com
  • Grono.net
  • Gadu-Gadu Live
  • LinkedIn

Zdanie Mamy Bramczyk o teściowych

TeściowaZa czasów mojej młodości, wśród dowcipów, które jak z rękawa panowie z wielką przyjemnością opowiadali  w trakcie towarzyskich  spotkaniach, specjalne miejsce zarezerwowane było dla żartów o teściowych (czytaj – matkach żon).

Do moich ulubionych należał dowcip o dwóch młodych Ślązakach, którzy wybrali się na miasto w poszukiwaniu prezentu urodzinowego dla teściowej. Ponieważ w trakcie bezowocnych poszukiwań właściwego podarunku nieco zgłodnieli, więc wstąpili do knajpy na suto zakrapiany obiad. Nie był to bynajmniej  czas stracony  ostatecznie bowiem – gdzieś w połowie drugiej flaszki  -  doszli do wspólnego wniosku, że najlepszym prezentem dla teściowej będą złote kolczyki. Kiedy jednak  zapłacili rachunek w knajpie, okazało się, że mają za mało pieniędzy aby móc zrealizować pomysł. Uradzili więc, że kolczyki kupią w przyszłym roku a w tym, opłacą  zabieg przekucia uszu.

Generalnie, opinia o matkach żon była  delikatnie mówiąc  niezbyt pochlebna. Powiem krótko, teściowa była postrzegana jako wredna baba, czepialska, wściubiająca nos w nie swoje sprawy, zrzędliwa oraz bardzo krytycznie nastawiona do swojego zięcia czyli męża ukochanej córeczki.

Czy zauważyłyście drogie Panie, że ostatnio powstaje mniej dowcipów o teściowych? Ja osobiście  nie mogę sobie przypomnieć, kiedy ostatnio słyszałam jakiś nowy dowcip z tego  gatunku.  Zastanowiło mnie to i chcę się z Wami podzielić przemyśleniami w tym zakresie.

Po pierwsze, uświadomiłam sobie fakt, iż  coraz częściej  młode kobiety – mężatki, czy też pozostające w tzw. wolnych związkach – skarżą się na swoje drugie połowy, zarzucając im brak podstawowych umiejętności przydatnych w tak zwanym gospodarstwie domowym (np. wbicie gwoździa w ścianę lub naprawienie cieknącego kranu), niechlujstwo (bynajmniej nie chodzi tu o wygląd osobnika ale zwyczajnie brak nawyku sprzątania po sobie). Wiele z nich  dotkliwie odczuwa również brak chęci ze strony partnerów  do czynienia drobnych, miłych gestów, takich jak np. wręczenie kwiatka bez szczególnej okazji, przytulenie, szepnięcie miłego słówka. Coraz częściej kobiety te mówią o braku poczucia bezpieczeństwa jakie w ich mniemaniu (moim zdaniem słusznym)  powinno zapewnić silne męskie ramię.

Teściowa
Czy to tylko stereotyp ?

Po drugie, próbując zaleźć przyczynę takiego stanu rzeczy, bardzo często za  to, że współczesny młody mężczyzna ma poważne problemy z wejściem w rolę głowy i opiekuna rodziny, obarczane są ich nadopiekuńcze matki .

Jak się głębiej zastanowić, to chyba jest coś na rzeczy.

Zaczyna się od tego, że w porównaniu z niemowlakami płci żeńskiej niemowlaki płci męskiej są delikatniejsze, częściej chorują – więc już od samego początku mamy dmuchają i chuchają na swoich syneczków.

Ponadto, ponieważ gdzieś w głowach matek naszych przyszłych mężów tkwią głęboko zakorzenione:

- przekonanie, że facet musi być silny – mamy bardzo dbają o ich prawidłowe odżywiane, przygotowując ulubione potrawy synusia, nie pozwalając (broń Boże!) aby dziecko samo przygotowywało sobie jakieś nic nie warte posiłki;

- opinia, że tak zwane prace domowe,  nie licują z wyobrażeniem o prawdziwych mężczyznach – mamy wyręczają ich we wszystkich pracach porządkowych, piorąc, prasując sprzątając, itd.;

- silna wiara, iż mężczyzna stworzony jest wyłącznie do rzeczy wielkich (każdy nosi w plecaku co najmniej buławę marszałkowską)  – mamy odganiają ich od wszystkich drobnych prac, które wykonuje się z użyciem  wkrętaka, młotka czy wiertarki.

Osobny rozdział stanowią opinie na temat przyszłych synowych. Matki  czują się w obowiązku aktywnie uczestniczyć w procesie doboru odpowiedniej kandydatki na żonę dla swojego Dziubdziusia – bo przecież te dzisiejsze dziewczyny są nic nie warte i z pewnością nie będą potrafiły zaopiekować się odpowiednio  ich małymi chłopczykami a ta opinia przekłada się wprost na późniejsze stosunki z synowymi, stając się przyczyną wielu zgrzytów i napięć pomiędzy młodymi małżonkami.

Teściowa
Czy aby naprawę „diabeł” jest taki straszny jak go malują ???

Czas chyba na konkluzję.

Ergo, to nie mężczyźni ale młode kobiety coraz częściej skarżą się na matki swoich mężów. Tym samym zniknął  stereotyp, że złą teściową może być wyłączne matka żony. Ze względu jednak na to, że my kobiałki  traktujemy większość spraw zbyt  poważnie i nie posiadamy  też tej niezwykłej, będącej domeną mężczyzn, umiejętności bagatelizowania i obracania większości problemów w żart – przestały powstawać dowcipy o teściowych.

Ciekawa jestem Waszej opinii na ten temat moje drogie koleżanki ( 50+), szczególnie jeśli przypadł Wam w udziale zaszczytny obowiązek wychowania młodego mężczyzny.

W demokratycznym państwie prawa, każdy powinien mieć możliwość obrony!

Mama Bramczyk.

PS. Serdeczne podziękowania dla Mamy naszego Miśka – dzięki wychowaniu jakie Misiek otrzymał w swoim rodzinnym domu, nasza Buba ma wielką szansę na szczęśliwe i udane małżeństwo.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Wykop
  • Śledzik
  • Blogger.com
  • Grono.net
  • Gadu-Gadu Live
  • LinkedIn

Wkrótce wybory czyli sezon transferowy otwarty

Dziś na obiedzie:

Mama – czyli ja, Tata, Buba, Misiek i jako gość honorowy – Dziadek Kazimierz.

Menu:

Danie pierwsze – zupa jarzynowa.

Danie drugie – kotlet mielony, ziemniaki, młoda kapusta.

Deser – ???

Bardzo mi miło znów się z Wami spotkać. Jak pamiętacie, w zeszłym tygodniu obsada przy niedzielnym stole była bardziej niż skąpa, za to dzisiaj – rodzina w pełnym składzie i w dodatku odwiedził nas Dziadek Kazimierz. Bardzo się cieszę na ten dzisiejszy obiad, bo cały ubiegły tydzień – pod względem kontaktów z moją rodziną – mogę spisać całkowicie na straty. Huśtawki nastrojów wywołane obawami o jutro, spowodowały, że stałam się nadmiernie drażliwa, więc dochodziło do różnych większych lub mniejszych spięć i atmosfera stała się w którymś momencie nie do zniesienia. Na szczęście koniec tygodnia przyniósł poprawę w naszych wzajemnych stosunkach, więc obiad zapowiada się naprawdę przyjemnie.

Danie pierwsze

Mama: Wiem kochani, że dzisiaj gorąco ale miałam wielką ochotę zrobić prawdziwy obiad, taki z trzech dań. Cały zeszły tydzień jedliśmy byle co i jakoś tak naprędce, więc wypada najeść się przy niedzieli.

Buba: Mamo ja nie dam rady…

Mama: … oj dasz, dasz… zupkę specjalnie zrobiłam taką niezbyt gęstą abyście mieli miejsce na moją młodą kapustkę. Wyszła super.

Dziadek Kazimierz: … ja to ostatnio nie mam apetytu, może dlatego, że ciągle się denerwuję tymi swoimi niezałatwionymi sprawami. Zrzuciłem kilka kilogramów i czuję się przez to trochę osłabiony. Ale Ci nasi politycy, to wszyscy jak pączki w maśle. Jak oglądam ich w telewizji to jeden grubszy od drugiego. Chyba im dobrze na tych posadkach …

Mama: … a wiesz tato, że ja też zwróciłam na to uwagę. Osobiście, zawsze kiedy miałam do wykonania jakieś ważne zadanie, takie z którym związana była duża odpowiedzialność, to automatycznie traciłam apetyt. Myślę, że nie jestem jakimś szczególnym wyjątkiem. Większość ludzi w stresie lub w nawale obowiązków traci apetyt lub po prostu nie ma czasu na jedzenie. Patrząc jednak na naszych posłów i to zarówno tych, którzy zasiadają w ławach sejmowych na Wiejskiej jak i tych z Brukseli, to nie zauważyłam aby któryś w trakcie wykonywania swoich obowiązków tracił zbędne kilogramy, wręcz odwrotnie…

Dziadek Kazimierz: … a ten Ziobro. Pamiętam go z telewizji jak była ta afera Rywina. To on był wtedy taki chłopaczek, szczuplutki a teraz widziałaś go. Spasł się tak na tych dietach w euro, że prawie go nie poznałem …

Tata: … o nie prawda. Ziobro przytył najbardziej, jak był Ministrem Sprawiedliwości w rządze PIS …

Mama: … no to tym bardziej. Wydaje się, że kierowanie tak ważnym resortem to spora odpowiedzialność. Ja w każdym razie pewnie schudłabym co najmniej parę kilo…

Buba: …a ja mam koleżankę, która w stresie je najwięcej. Jak się zaczyna sesja to ona już płacze, że znowu będzie musiała się odchudzać. Pół biedy jak się tak obiedzą w sesji zimowej, ale sesja letnia to dla niej prawdziwy problem, bo przecież w perspektywie wakacje, plaża, bikini, itd …  Z resztą prowadzone na ten temat badania wykazały, że o ile pod wpływem krótkotrwałego stresu można schudnąć, to przewlekły stres prowadzi do przybierania na wadze … Ma to związek z wydzielanym pod wpływem stresu neuropeptydem Y, który zwiększa gromadzenie się tłuszczu …

Dziadek Kazimierz: … to może oni tak wszyscy mają, jak ta twoja koleżanka?

Misiek: … jeśli przyjąć założenie, że długotrwały stres sprzyja  tyciu, to wyszłoby na to, że nasz premier nie bardzo przejmuje się swoją robotą…

Tata: … no nie do końca! Nasz premier odstresowuje się grając w piłkę nożną. Przy okazji poprawia kondycję i spala tłuszczyk…

Mama: … mnie się jednak wydaje, że nasi politycy denerwują się tylko w okresie kampanii przedwyborczej a jak się uda zdobyć mandat posła lub senatora lub wygrać wybory i otrzymać tekę ministra, to wrzucają na luz, bo mają zapewnioną – na kolejne cztery lata – dobrze płatną posadkę …

Misiek: … no, kampania już ruszyła całą parą. Wygląda na to, że na tym etapie najważniejszą sprawą jest dostanie się na listy wyborcze i to na jak najlepszym miejscu…

Tata: … tak, jeszcze nie zaczęli się opluwać …

Misiek: … wyciąganie haków, to chyba ostatni etap – tuż przed samymi wyborami …

Tata: … to jasne, atakuje się w takim momencie, aby przeciwnik nie miał już czasu na złagodzenie wrażenia, jakie na potencjalnych wyborcach wywoła wybuch takiej kloacznej bomby …

Buba: … ale pomimo, iż jest to początkowa faza kampanii, to też jest ciekawie… Wszyscy emocjonują się zapowiedzią kolejnych transferów …

Mama: … te kampanie wyborcze to spektakle cynizmu, w których o szansę zagrania którejś z  głównych ról walczą najbardziej bezwzględni politycy. Taki pan Bartosz Arłukowicz, czy pan Grzegorz Napieralski.  Który z głosujących na nich wyborców prześledził dokładnie ich kariery polityczne? Gdyby wyborcy  poświęcili na to choć trochę czasu, szybko zauważyliby, że pod tym dobrotliwym uśmiechem Napieralskiego i prospołecznymi poglądami Arłukowicza kryje się przede wszystkim chorobliwa ambicja.

Dziadek Kazimierz: … bo polityka to taka k…wa w białych rękawiczkach…

Mama: … tato, bardzo Cię proszę nie używaj takich słów przy dzieciach …

(śmiech)

Danie drugie

Mama: … mogę podawać kapustkę? Naprawdę jestem z niej dumna – wyszła świetna, taka jak u mojej mamy …

Misiek: … pani kapustka zawsze jest świetna …

Mama: … ale z ciebie Misiu podlizuch …

Misiek: … nie mówi się podlizuch, tylko SMAKOSZ …

(śmiech)

Tata: … a ja podziwiam Tuska jak zręcznie wykorzystuje te ludzkie słabostki aby wzmocnić swoje ugrupowanie partyjne, a może raczej powinienem powiedzieć – aby osłabić swoich konkurentów. Zwabienie Arłukowicza to był poważny cios dla SLD i przede wszystkim samego Napieralskiego. Nie wiem czy zwróciliście uwagę  jak podczas konferencji prasowej Arłukowicz zgrabnie zasugerował, że jednym z powodów odejścia z SLD jest zbytnie bratanie się tej partii z Jarosławem Kaczyńskim i PIS-em.

Misiek: … czyli Tusk w dalszym ciągu stawia na strategię straszenia PIS-em?

Buba: … „a jak PIS dojdzie do władzy” …

Mama: … a ma jakieś wyjście? Dobiegająca końca kadencja rządów Platformy Obywatelskiej nie jest bynajmniej pasmem sukcesów. Wyraźnie widać, że ludzie są zawiedzeni tymi rządami, więc próbuje zagrać kartą, która już raz wygrała … tym bardziej, że naprawdę nie widać jakiejś satysfakcjonującej alternatywy. Ale poza tymi kilkoma dobrymi ruchami, popełnił w ostatnim czasie kilka błędów, chociażby ta sprawa z zamykaniem stadionów dla publiczności … Jezu, nie robi się takich rzeczy! To wcale nie był pokaz siły lecz wręcz odwrotnie pokaz słabości. Zachował się jak dziecko, które jak nie może narzucić swojego pomysłu na zabawę innym dzieciakom w piaskownicy, to zabiera zabawki i idzie do domu… Donald Tusk pokazał, że to on ma najfajniejsze zabawki i od niego zależy, czy jakaś grupa obywateli, z resztą wcale nie mała – myślę tu o kibicach nie kibolach – będzie się mogła nimi pobawić.

Tata: …  kochanie, chyba się trochę zagalopowałaś! Przecież Tusk nie  występował o zamykanie stadionów. On tylko zapowiedział twardą walkę z bandytyzmem pseudokibiców i zobowiązał wszystkie osoby odpowiedzialne za nadzór nad organizacją imprez piłkarskich do dołożenia wszelkich starań aby wyeliminować ze stadionów tę patologię…

Mama: … wiem, że to „wojewodowie na uzasadniony wniosek policji” … Wszyscy to wiedzą! Ale i tak przeciętny Polak kojarzy te działania z rządem a konkretnie z premierem Tuskiem – taki skrót myślowy…

Tata: … nie myślisz chyba, że PO może przez to przegrać wybory …

Mama: … dlaczego nie? Zwróciliście uwagę, że PIS obrał taktykę, którą można by nazwać taktyką drobnego ciułacza. Bardzo metodycznie stają w obronie każdej grupy społecznej, która demonstruje swoje niezadowolenie. W sprawie stadionów też stanęli w obronie prawa kibiców do udziału w spotkaniach piłkarskich. Ziarnko do ziarnka a zbierze się miarka – tym bardziej, że osób niezadowolonych z różnych decyzji rządu sukcesywnie przybywa. Ja też mam powód do niezadowolenia – zostałam w kwiecie wieku wykluczona z aktywnego życia zawodowego a jako lekarstwo na mój problem, rząd funduje mi ministra ds. przeciwdziałania wykluczeniu. To jawna kpina.

Dziadek Kazimierz: … a wiecie, że Oni planują przedłużyć kobietom czas pracy do 65 lat,  tak jak u mężczyzn…

Mama: … tak to świetny pomysł, szczególnie dla tych kobiet, które są dopiero  po pięćdziesiątce, zostały zwolnione z pracy i nie mogą znaleźć innego płatnego zajęcia. O pięć lat wydłuży im się okres oczekiwania na wypłatę wypracowaną przez wcześniejsze lata emerytury.  Wprost cudowna perspektywa …

Tata: … oj kochanie, nie denerwuj się. Na pewno coś znajdziesz, to tylko kwestia czasu.  A widziałaś ostatnio w telewizji odjazdową reklamę, z udziałem pani w wieku, na moje oko grubo po sześćdziesiątce.

Buba: … myślisz tata o reklamie Nestea?

Tata: … tak. Widzisz coś się zmienia na lepsze. Zaczynają pokazywać w reklamach, że kobieta w każdym wieku może być wulkanem energii, nie bać się nowych wyzwań i być zaakceptowaną przez środowisko ludzi młodych.

Deser

Mama: … to dobrze, że mamy te niedzielne obiadki. Każdy ma tutaj możliwość wypowiedzenia swojego zdania. Bo tak naprawdę, to zwykły obywatel ma w tym kraju możliwość wypowiedzenia się tylko w jednej sytuacji, kiedy oddaje swój głos w wyborach. Pod tym względem uwielbiam ten okres przedwyborczy. Czuję się wtedy taka ważna, tyle osobistości świata polityki łasi się do mnie, mami obietnicami; wszyscy są tacy grzeczni i mili  …

Wiem, że powinnam zaproponować Wam teraz coś na deser. Ale w zeszłym tygodniu tata zamiast deseru wolał piwo …

Misiek: … popieram …

Buba: … ja poproszę z sokiem malinowym i może … chodźmy wszyscy na taras …

Mama: … dobry pomysł! A my tato (do teścia) zjemy sobie lody, co ty na to …

Dziadek Kazimierz: … lody sami robiliście ? …

Mama: … bez przesady – kto w dzisiejszych czasach sam robi lody, chyba tylko jacyś nawiedzeni …

Buba: … a sprawdziłaś mamo swój kupon Lotto? Było jakieś trafienie, bo „szóstki” na pewno nie wygrałaś. Reklamują wielką kumulację 18 milionów …

Mama: … a ja mam „trójkę”!!! Zwróciła mi się inwestycja i mogę znowu zagrać. Płacą za trójkę 20 złotych. Tylko tym razem Buba musisz koniecznie sama kupić los i nie wyręczać się Miśkiem. Przecież wiesz, że w tej rodzinie tylko Ty masz szczęście w różnych loteriach …

Tata: .. a co byście zrobili, jakbyście wygrali 18 milionów złotych?…

Mama: … ja bym chyba wreszcie przytyła …

(śmiech)

Zapraszamy za tydzień 29 maja 2011 r.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Wykop
  • Śledzik
  • Blogger.com
  • Grono.net
  • Gadu-Gadu Live
  • LinkedIn
home-sweet-home

Home Sweet Home czyli rodzina na swoim

Na obiedzie obecni:

Mama – czyli ja oraz Tata.

 

Menu:

1. Danie pierwsze (jedyne) – grillowane skrzydełka na ostro, grillowana kaszanka z pieczarkami, sałatka z pomidorów.

2. Deser – lody.

Witam wszystkich przyjaciół rodziny Bramczyków. Mam nadzieję, że odwiedziło nas dzisiaj wielu z nich, bo przy niedzielnym stole zasiadamy tylko ja i mój mąż. Buba z Miśkiem pojechali na komunię chrześniaka Miśka także nikt z naszych znajomych (pomimo niezłej pogody) nie zapowiedział się z wizytą. Cóż, takie prawa rządzą tym miesiącem: na początku zbitek świąt dający szansę na dłuższy dodatkowy wypoczynek, potem komunie święte. Coraz większa grupa naszych znajomych zaczęła również planować urlopy w tym okresie – dzieci dorosły, więc przestali być niewolnikami szkolnych wakacji, a i ceny pobytów w ośrodkach wypoczynkowych dużo niższe.

Tak więc niedzielny obiad nie przedstawia się pod względem menu imponująco. Mąż uznał, że nie warto tracić czasu na stanie przy kuchni więc postanowiliśmy wrzucić coś na grilla, zrobić jakąś dobrą sałatkę i popić to wszystko zimnym piwem (dla mnie obowiązkowo z sokiem malinowym).

Przy okazji przepraszamy za opóźnienie w opublikowaniu wpisu, które powstało z tzw. przyczyn od nas niezależnych. Po prostu od wczoraj walczymy z Internetem. Łącza naszego dostawcy firmy „M……..” z B……. (zwanej także „cześkostradą”) permanentnie w soboty i niedziele nie wytrzymuje obciążenia, a sami zapewne wiecie jak ciężko pisze będąc on-line na stronie w sytuacji w której połączenie wciąż jest zrywane. Ale do rzeczy.

Danie pierwsze

Mama: To co najpierw wrzucamy na grilla: skrzydełka czy kaszankę z pieczarkami?

Tata: Kaszanka upiecze się szybciej, więc wrzućmy wszystko jednocześnie…

Mama: … a zmieści się?

Tata: … bez problemu! Przecież to tylko porcja dla dwóch osób…

Mama: … no nie byłabym tego taka pewna. Są przecież nasze psice … o popatrz! Już się kręcą koło grilla licząc na to, ze coś spadnie! A swoją drogą, nie lubię tych niedziel, kiedy dzieci nie ma w domu …

Tata: … ja też. Z resztą oboje marzyliśmy o tym, żeby w naszym domu mieszkało dużo ludzi. Swoją drogą nie rozumiem skąd się bierze w młodych taka chęć szybkiego usamodzielnienia i opuszczenia rodzinnego domu?

Nie ma jak w domuMama: … sam dobrze wiesz, że przyczyn jest wiele. Podstawowym problemem jest ciasnota naszych mieszkań, zwyczajny brak miejsca do wspólnego zamieszkiwania. Komuna zadbała o to aby zniszczyć polską tradycyjną rodzinę – to budownictwo socjalistyczne: ślepa kuchnia albo wnęka kuchenna, małe, klaustrofobiczne pokoiki i nawet jeśli ktoś ich ma np. trzy to i tak jest ciasno. Nawet nie ma gdzie postawić porządnego stołu…

Tata: … o rany, jak ja sobie przypomnę tę ławę, przy której jedliśmy wszystkie posiłki! Że też nie nabawiliśmy się poważnych schorzeń układu trawiennego. Pozycja przy tej ławie (kolana pod brodą uciskające żołądek)- bardziej stosowna byłaby przy wypróżnianiu niż przy jedzeniu! Ale teraz na szczęście buduje się już inaczej …

Mama: … niby tak, ale kogo stać na takie mieszkania. Młodych, ambitnych, zapracowanych, którym nie w głowie branie sobie na głowę rodziców. Poza tym, ci i tak nie chcieliby przeprowadzić się do dzieci, bo jak wiadomo „starych drzew się nie przesadza”. Znamy to dobrze, bo przećwiczyliśmy temat na moich rodzicach. Jedyny sposób na powrót do tradycji rodziny wielopokoleniowej to rozpoczęcie jej budowania od takiego punktu, w jakim my rozpoczęliśmy…

Tata: … ale przyznasz, że odpowiednio duży, przestronny dom, w którym każdy (dla zwykłego zdrowia psychicznego), może znaleźć chwilę spokoju i odosobnienia, to nie wszystko. Najważniejsze jest chyba jednak odpowiednie ułożenie stosunków między współlokatorami a takich nie buduje się od tak sobie. To proces długotrwały, który rozpoczyna się z chwilą, gdy dziecko uświadamia sobie swoją odrębność i rozpoczyna walkę o prawo do decydowania o własnym życiu …

Mama: … święte słowa! I tu wracamy do tematu, dlaczego dzieci tak bardzo chcą się wyrwać z domu rodzinnego? To proste. Bo nie wiele łączy ich z ludźmi, do których mówią mamo, tato. Niby najbliższa rodzina a tak naprawdę obcy sobie ludzie. Zastanawiam się jak wiele osób żyje w przeświadczeniu, że wychowanie dziecka polega wyłącznie na zaspokajaniu jego potrzeb! …

Tata: … tak, tak. Mierżą mnie na przykład te wszystkie dyskusje i przepychanki, kto odpowiada za wychowanie dzieci: ro czy szkoła! Irytuje mnie a jednocześnie śmieszy gdy winę za agresję młodych ludzi zrzuca się na karb brutalności w filmach czy grach komputerowych. Ja nie mam żadnych wątpliwości: za wychowanie dziecka odpowiadają wyłącznie rodzice! To oni powinni dziecku pokazać co jest dobre a co złe, jeszcze za nim dowiedzą się tego na lekcjach religii czy etyki. Jeśli człowiek w dzieciństwie zostanie wyposażony w odpowiedni kręgosłup moralny, to nie ma możliwości aby w późniejszym życiu świadomie popełniał uczynki społecznie nieakceptowane.

Mama: Wiesz, że ja osobiście upatruję przyczyny wielu niewłaściwych zachowań w braku empatii. Ostatnio poszukałam w sieci informacji, co może spowodować nie wykształcenie się tej umiejętności. Wyobraź sobie, że trafiłam na teorię jakiejś psycholożki – Margaret Mahler, która mówi o tym, jak ważny jest kontakt pomiędzy matką a dzieckiem w pierwszym okresie jego życia.Blizna po matce Wtedy to następuje nieświadomy przepływ emocji pomiędzy matką a dzieckiem – ta psycholog nazywa to „emocjonalną pępowiną”. Jeśli w pierwszych miesiącach życia następują pewne traumy, na przykład matka przeżywa bardzo negatywne uczucia lub matka jest nieobecna, to dziecko buduje coś w rodzaju muru ochronnego, którego zadaniem jest niewczuwanie się w emocje matki. W wyniku tego dziecko zostaje pozbawione zdolności empatycznego wczucia się w położenie innej osoby.

Tata: … ciekawe, czy nasze nastawione na siebie i swoją karierę zawodową mamuśki, wiedzą coś na ten temat?…

Mama: … a jeśli chodzi o agresję, to ja mam taką teorię, że jedną z przyczyn ją wywołującą jest nie możność uporania się z różnymi problemami. Wiążę to również z brakiem odpowiednich kontaktów pomiędzy dziećmi i rodzicami. Jeśli dziecko ma problem i nie ma obok niego rodzica, który wysłucha i porozmawia, zapewni, że z każdej sytuacji jest wyjście i że dziecko może liczyć na pomoc ze strony najbliższych, to niemożność samodzielnego uporania się z tymi problemami rodzi frustrację a ta bardzo często przeradza się w agresję …

Tata: … i myślisz, że dotyczy to również tych kiboli, o których cały zeszły tydzień trąbili w telewizji? …

Mama: … jestem przekonana, że tak. Dochodzi jeszcze do tego wpływ grupy na jednostkę i potrzeba akceptacji. Nie ważne z czyjej strony. Może to równie dobrze być akceptacja ze strony grupy kiboli, jeśli takiego poczucia nie zapewniają najbliżsi, rodzina.

Tata: Przez cały ubiegły tydzień w Faktach po Faktach na TVN24 roztrząsano problem kiboli. Wśród zaproszonych gości byli między innymi panowie: Krzysztof Janik były minister spraw wewnętrznych i administracji i reżyser Janusz Zaorski. Naprawdę zatkało mnie, jak pan Janik stwierdził, że do kiboli nie powinno się występować z pozycji siły tylko podjąć próbę ich wychowania. Zaorski wyraził się natomiast jednoznacznie – te zadymy na polskich stadionach nazwał terroryzmem i ja mu przyznaję rację. Wydaje się, że trochę za późno na wychowywanie jakiegoś „Starucha” natomiast czas najwyższy egzekwować prawo!

Mama: … sorki, za małą dygresję, ale ona jest jak najbardziej w temacie. W środę włączyłam sobie na chwilę telewizję koło 17 i obejrzałam program z cyklu Sędzia Anna Maria Wesołowska. Nie będę tutaj opowiadała o szczegółach sprawy ale akt oskarżenia zarzucał pozwanej m.in. dokonanie zniszczenia mienia o znacznej wartości. Pomimo, że czyny jakich dopuściła się oskarżona zagrożone były karami kilkuletniego więzienia, pani Sędzia ogłosiła wyrok jedynie dwóch lat pozbawienia wolności i w dodatku z warunkowym zawieszeniem wykonania kary chyba na okres pięciu lat, ale … i tu najważniejsze … zasądziła również zapłacenie przez oskarżoną odszkodowania za zniszczone mienie w kwocie 350 tys. złotych. I to był sprawiedliwy wyrok. Kobitka do końca życia będzie spłacała tę karę i odechce się jej raz na zawsze niszczenia cudzego majątku. Gdyby taki kibol, musiał zapłacić za dokonane zniszczenia – może dwa razy by się stanowił zanim wyrwałby krzesełko czy zniszczył barierkę na stadionie.

Miłe złego początkiTata: … brawo dla Pani Sędzi! Kara więzienia nie załatwia niczego a rodzi kolejne problemy, takie jak np. przepełnienie więzień. Poza tym, czy to sprawiedliwe, że taki bandyta idzie do pierdla, na garnuszek Państwa i de facto utrzymywany jest z naszych podatków. Karą powinno być obciążenie finansowe za dokonane szkody, a jak taki nie ma pracy to powinien zostać skierowany do przymusowej roboty, chociażby przy łopacie tam, gdzie Tusk buduje nowe drogi ekspresowe. Anglicy też poradzili sobie ze swoim stadionowym problemem przy pomocy pieniędzy. Zdaje się, że w tam kara za wtargnięcie na boisko wynosi ok. 5 tys. funtów. I co, poskutkowało? Oczywiście! Na całym świecie wysokie kary pieniężne nakładane są również na kluby – dzięki temu ich władze dużo bardziej przykładają się do odpowiedniego zabezpieczenia imprez sportowych. Tylko co zrobić z tym PZPN-em? Cholera, oni w Polsce mają taką samą pozycję w sprawach dotyczących piłki nożnej jak w Rosji MAK (Międzypaństwowy Komitet Lotniczy) w sprawach związanych z lotnictwem. Nic co dotyczy stadionów piłkarskich np. w kwestii ich oddania do użytkowania czy organizacji spotkań piłkarskich, nie może odbyć bez ich zgody i przyzwolenia, a jak są jakieś problemy, to umywają rączki. Kiedy ktoś się wreszcie za to weźmie?

Mama: … oj kochanie, nigdy. Od kiedy pamiętam działacze sportowi należeli do grona wybrańców bogów. Nawet ostatnio tak sobie myślałam, jakie trzeba mieć kwalifikacje, żeby zostać np. Prezesem klubu sportowego „Skra Bełchatów” – takim Panem Konradem Piechockim. Zastanawiałam się również jaki jest zakres jego obowiązków i czy jest jeszcze coś więcej oprócz reprezentowania klubu na arenie międzynarodowej. Jeśli jest – to kiedy pan Prezes ma czas aby je wykonywać. Jest na każdym meczu siatkarzy tego klubu, a że drużyna z najwyżej półki, to i meczy dużo i to takich o randze międzynarodowej. Odpowiedź znalazłam na oficjalnej stronie klubu. Pan Prezes mówi tam o sobie tak, poczekaj chwilkę, zaraz Ci przeczytam: „Dzięki temu, że sam byłem sportowcem, rozumiem sportowców. Sport to ciężka praca, ogromne wyzwania, ale też ryzyko. W jednym momencie można stracić wszystko. Sport to moja pasja, może dlatego łatwiej mi budować więź z zawodnikami.”

Deser

Mama: … to jak, masz ochotę na lody?

Tata: … dzisiaj to ja zabawię się w Wujka Jurka i zamiast lodów poproszę piwko. A wracając do tematu … widzisz, jak chcesz dostać dobrą pracę, to pisz w tych listach motywacyjnych, które wysyłasz do różnych firm, że praca dla nich będzie twoją pasją…

Mama: … i tak nic z tego, bo jestem za stara. Takiemu trzydziestolatkowi, który pracuje w dziale HR jakiejś firmy w głowie się nie mieści, że osoba mająca 50 lat może być na przykład kreatywna albo wykonywać swoją pracę z pasją. Dla niej pięćdziesięciolatka to stara baba, koniecznie ze sporą nadwagą, z trudem radząca sobie ze swoim klimakterium no i oczywiście nadużywająca dobrodziejstwa pobytu na zwolnieniu lekarskim …

Tata: … nie dziw się. Po pierwsze znają to z autopsji, bo ich matki zwykle takie są. Niestety w Polsce większość kobiet po pięćdziesiątce uważa się za staruszki a w dodatku, taki wizerunek kreowany jest w mediach. Jak pokazują jakąś znaną, dobrze wyglądającą pięćdziesięciolatkę, to od razu widać, że po liftingu rzeczywistym albo takim wykonanym przy użyciu Photoshopa – co nie jest oczywiście wiarygodne. A jak pokażą w reklamie starszą babkę, to na pewno będzie polecała albo klej do protez albo lek na wątrobę. Nawet kremy przeciw zmarszczkom reklamują modelki z idealną cerą liczące sobie niewiele ponad 18 lat.

Mama: … a może ja się zgłoszę na casting, jak będą kręcili reklamę jakiegoś nowego leku dla starszych pań?…

Tata: … najszybciej będzie to kolejny lek na biegunkę …

(śmiech)

Mama: … też zwróciłeś na to uwagę, że ostatnio bardzo reklamują leki na biegunkę? Muszę poszukać w Internecie, co się za tym kryje…

Tata: … koniecznie. A jakbyś poważnie myślała o udziale w reklamie, to zwróć się do jakiegoś biura podróży. Z twoją figurą mogliby Cię filmować w bikini na jakiejś egzotycznej, tajemniczej plaży. Dla mnie jesteś super laseczka i nie jedna trzydziestka mogłaby Ci pozazdrościć wyglądu …

Mama: … jesteś kochany! To co, może jeszcze po jednym piwku …

(śmiech)

Tata: … oj, przecież nie jestem wstawiony. Ja naprawdę tak uważam ….

Zapraszamy za tydzień 22 maja 2011 r.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Wykop
  • Śledzik
  • Blogger.com
  • Grono.net
  • Gadu-Gadu Live
  • LinkedIn
Biurowy striptease

Biurowy striptease

W oczekiwaniu na kolejny obiad z Bramczykami proponuję chwilę relaksu :)
Kolejny odcinek serialu z życia biurowego planktonu. Dziś nieco erotycznie czyli striptease w biurze.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Wykop
  • Śledzik
  • Blogger.com
  • Grono.net
  • Gadu-Gadu Live
  • LinkedIn